• Wpisów: 507
  • Średnio co: 23 godziny
  • Ostatni wpis: 9 dni temu, 16:30
  • Licznik odwiedzin: 8 780 / 488 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
pearl.girl
 
Nie będzie mnie tu przez jakiś czas. Już nie podoba mi się to co piszę, to jak piszę, brak weny. Zostawiam to całe blogowanie na jakiś czas. Tak po prostu.

Zagłusza­nie bólu na ja­kiś czas spra­wia, że pow­ra­ca ze zdwo­joną siłą.

Ps. Mam nadzieje, że osoby, które usunęłam z obserwowanych i znajomych się nie pogniewają. Nic osobistego.
  • awatar Kąśliwa Żaba: zostań, proszę.
  • awatar Bóg: O, a mnie nie usunęłaś. Czy mogę czuć się kimś wyjątkowym? Pisz jednak czasem coś, jak nie na tym blogu to na drugim, miło się czyta Twoje emocjonalne rzygi.
  • awatar Bóg: Nie lubię, jak mi ktoś wstawia na moim blogu komentarz do swojego wpisu, ale co tam, zacisnę zęby i odpowiem. Uważam, że Twoje wpisy są interesujące i miło się je czyta. Sama co prawda dawno temu zaprzestałam rozmyślać o psychologii ludzkiego umysłu, bo stwierdziłam, że nie ma sensu się nad tym roztrząsać głębiej tak jak Ty, a istoty ludzkie to tak egoistyczne byty, że nie ma sensu dawać im nic z siebie i lepiej wykorzystywać niż być wykorzystywanym, a i hipokryzja jest nieodłącznym elementem świata, więc na cholerę walczyć z nią jak Don Kichot z wiatrakami? Nie traktuję Cię ironicznie, po prostu czasem powiem coś od serca i ludzie nie mogą uwierzyć że nie ma w tym haczyka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (11) ›
 

pearl.girl
 
            Kiedyś zakładałam, ze nie wolno mi marzyć, nie wolno mi chcieć tego co inni, nie wolno mi mieć nadziei ani sensu.
            Kiedy dochodziłam do wniosku, że to wszystko dookoła nie ma większego sensu czułam się oszukana i przestałam, szukać, być, mieć nadzieję bo po co. Przestałam być szczęśliwa na długo przed tym nim zaczęłam. Robić coś od dupy strony to moja specjalność.
            Kiedy odkryłam, że wszyscy ludzie to egoiści i hipokryci włącznie ze mną też się podłamałam wiedząc, że nie mogę tego zmienić.
            Kiedy okazało się, że człowiek w swej istocie nie jest ani zły ani dobry, racja leży po niczyjej stronie a wszyscy żyjemy tylko w ułudnym systemie przekonań, systemów i reguł nie podeszłam do tego z odpowiednim nastawieniem przez co mnie pochłonęło.
            Taki kryzys światopoglądowy który kazał mi się uwolnić od tego wszystkiego jednak nie dawał wystarczającej psychicznej mocy przebicia się przez to co dookoła.
            W końcu doszłam do wniosku, że nie warto, że przecież mogę funkcjonować w tej iluzji, kochać w pełny choć egoistyczny sposób, ze mogę naginać zasady, tworzyć swoje, manewrować tak by nie zaliczyć gleby.
            I tak nadzieja i wiara w siebie chodź nieistotna stała mi się rzeczą a nie bytem idealnym, stała mi się narzędziem, które nadaje mi rytm i spokój, kieruje na cel.
            Zaakceptowałam to, ze człowiek jest egoistą i zaczęłam to przyjmować jako fakt niezmienny, swój jedynie egoizm przeistaczając w jak najszlachetniejszą i mniej szkodliwą formę.
            Fakt, że nie jestem ani dobra ani zła tez pomógł mi się uporać z pewnymi sprawami.  Przestałam przywiązywać tak dużą wagę do pewnych spraw, w ogóle do życia, które tak w sumie to nawet i dziś mogłoby się skończyć. Takie „miej wyjebane a będzie ci dane”.
            Przyjmuje to co jest jednocześnie starając się, dążąc do upragnionej wizji by w końcu móc robić to co chce.

*Taki jest jednak zawsze pierwszy odruch beznadziejności: wiara, że w samotności cierpienie zahartuje się i wysublimuje jak w ogniu oczyszczającym. Mało ludzi potrafi naprawdę znieść samotność, ale wielu marzy o niej jak o ostatniej ucieczce. Podobnie jak myśl o samobójstwie, myśl o samotności bywa najczęściej jedyną formą protestu, na jaką nas stać, gdy wszystko zawiodło, a śmierć ma w sobie jeszcze ciągle więcej grozy niż uroku.*


"Tak się zastanawiam, czy nie zakończyć tego bloga. Jaki on ma jeszcze sens? Kiedy życie się intensyfikuje, wszystkie silne wrażenia i emocje pozostają w pamięci na tyle trwale, że nie ma po co ich gdzieś spisywać. I wcale niekoniecznie chce się nimi dzielić.

Czyżby było to pożegnanie? "
 

pearl.girl
 
            Cały czas analizuję ludzi, cały czas nowych wykluczam wcale nie wywalających ich z życia. Szukam ideału człowieka bardzo podobnego do mnie, a jednocześnie na tyle odmiennego by potrafił się angażować i mówić to co czuje i myśli.
            Kiedyś pani w podstawówce dała zadała mi pytanie:
-K. a według ciebie to jaki powinien być twój przyjaciel?
-Taki sam jak ja. – odpowiedziałam bez wahania. Wychowawczyni na to:
-Nie sądzisz, że wtedy byście się nudziły razem, będąc takie same?-Jako iż pani była moim autorytetem momentalnie zmieniłam zdanie.
            Jednak dzisiaj powiedziałabym, że musiała by być to:
• osoba bardzo podobna do mnie i wyznająca te same zasady i reguł w relacjach międzyludzkich(czyli "tak samo jak dla ciebie to jest dla mnie świństwem a to nie")
•osoba o skrajanie odmiennym charakterze jednak przestrzegającej tych samych reguł w relacjach międzyludzkich.
            Ludzie, którzy na przykład uważają, że jakieś zachowanie względem innych nie jest złe(a ja je uważam jak najbardziej za nieodpowiednie) męczą mnie.
            Jeśli są to ludzie, których lubię to obciążają mnie niesamowitym ładunkiem emocjonalnym skupiając moją uwagę na tym bym postarała się na to spojrzeć z ich perspektywy. Powoduje to swoistą ambiwalencję uczuć i rozumu.
            Proste: podobne przyciąga podobne, jak i skrajne, rożne przyciąga się do siebie.W życiu każdego z nas nie ma miejsca dla ludzi nam obojętnych.
  • awatar Kąśliwa Żaba: ja bym chciała mieć takiego przyjaciela któremu mogłabym wszystko powiedzieć. dosłownie wszystko, nie obawiając się tego, że jak powiem coś osobistego to pomyśli sobie, e jestem dziwna czy nienormalna.
  • awatar Nieznośna Ciężkość Łydek: U mnie jest burza w szklance wody a poźniej zajebiste slonce, byle nie za dlugo, bo ja usycham na sloncu, idealna temperaturka to takie 20-25 stopni, przy tej temperaturze jest kwitnąco.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

pearl.girl
 
            We mnie wydają się dziać rzeczy dla mnie ważne i zaskakujące a jednocześnie słychać moje niemyślenie. Dookoła dzieje się jakby więcej a ja cały czas w niepokoju czekam nawrotu mojego fatalnego stanu a tu nic. Ciągle zastanawiam się kiedy walnie-a tu nic. Zostaje tylko strach bo tak za spokojnie i tak jakoś dziwnie radzę sobie z tym co czuję – lepiej niż myślałam, ba, lepiej niż kiedykolwiek.
            Radzę sobie z tym co dookoła i nawet z chwilowymi kryzysami. Z „przerażeniem” zastanawiam się bo nie pamiętam kiedy ostatnio płakałam. A jak łzy leciały to tylko ze złości.
            Może chodzi o to, że już tak byłam przeciążona swoimi myślami, że w końcu puściło?
            To nie tak, że wszystko się poukładało i wyjaśniło. Wszystko jest tak jak wcześniej a nawet doszło kilka kłopotliwych spraw ale już mnie tak nie przerażają. Chyba to wszytko sprowadza się do odpowiedniego stanu umysłu i nastawienia. Mój się zmienił – nie wiem dlaczego. Jest stabilniej, lepiej ale i dziwnie pusto.
            Nie myślę o tym, że jestem beznadziejna ani o tym, ze jestem super. Nie myślę o tym czy jestem ładna czy brzydka. Nie myślę o sobie tylko działam.
             Wychodzę z tego mojego zainteresowania tylko sobą by interesować się tym co dookoła. Nie wiem naprawdę dokąd mnie to zaprowadzi czuję tylko, ze dupa zrobiła mi się twardsza. Czyżby optymizm na siłę zadziałał?

            Wyłączyłam destrukcyjne myślenie i nadwrażliwość jednocześnie nie zauważając, że wyłączyła się też wyrozumiałość dla ludzi, trochę empatii. Już nie staram się nie być hipokrytką-to niemożliwe. Już nie staram się patrzeć na ludzi lepiej. Czasami po prostu nazywam ich głupcami zapominając , ze to ja jestem tym największym.

Zostało tyko jedno – strach, lęk.
Ten przed niektórymi ludźmi.
Ten przed sobą.
Ten przed otworzeniem się.
Ten przed zranieniem.
Ten przed życiem.
I ten przed bólem, który się przetransformował albo znikł, że wróci.
Powoli go oswajam.
  • awatar Kąśliwa Żaba: ja, nawet gdy nie mam jakiegoś takiego kryzysu, to i tak płaczę. płaczę prawie codziennie, weszło mi to w krew. jedna myśl potrafi doprowadzić mnie do płaczu. mam w sobie ten strach i chyba dlatego tak mam. ale jak jest za dobrze to zaczynam zastanawiać się nad tym i bać się jeszcze bardziej, że to minie.
  • awatar unearthly hell: uwielbiam Cię czytać, tak genialnie ujmujesz to wszystko w słowa. wydajesz mi się, cudownym człowiekiem, naprawdę. i jestem pewna że ze wszystkim sobie poradzisz, masz wielką siłę w sobie! :))
  • awatar Dark soul: Może to dobrze? Może dzięki temu będzie lepiej? Optymizm na pewno lepiej na Ciebie wpłynie :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

pearl.girl
 

Pękło. I to, ze tak powiem – nie z mojej winy.
Jedyne co mi przychodzi na myśl to: Ja pierdole.

Będzie źle.
  • awatar Nowoczesny: Będzie źle ale jesteśmy z tobą. Powiem szczerze że masz super blog, ja akurat piszę ogólnie o fotografii i o ciekawostkach, udowadniam że nawet telefonem czy najtańszym kompaktem można zrobić dobre zdjęcia wystarczy umieć retuszować :) Zapraszam cię do siebie, jeżeli by moje efekty zdjęć (które retuszuje) cię zdziwiły, to super jak byś mnie obserwowała :)
  • awatar unearthly hell: zawsze gdy jest źle, to nastaw się na to że niedługo będzie bardzo dobrze. to niestety działa i w drugą stronę... ale pamiętaj, że masz nas- ludzi z pingera, w tym także mnie. trzymaj się, Kochana :))
  • awatar My-little-secret: nigdy nie jest tak źle żeby nie mogło być gorzej -jak to mawiał mój brat... a z doświadczenia- zawsze po "klęsce" da radę się podnieść...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

pearl.girl
 
           Wydaje się, że najgorszy czas kiedy zachowywałam się jak totalna żałosna wywłoka minął. Trochę przetransformowałam się w zgorzkniała i cyniczną dziewczynę ale uznaję to jako mechanizm obronny.
           Nie wiem czy to zasługa słońca, czy tego, że na w końcu pojawiły się sprawy, w które trzeba się zaangażować i włożyć w nie nieco pracy. Pewnie to zasługa kilku ludzi a może tego, że po prostu miałam dosyć użalania się albo chodzi o to, że na horyzoncie pojawiło się coś nowego. A w każdym bądź razie pojawia się, rośnie.
           Coś czego nie mogłabym nazwać, zakochaniem, miłością ale tez nie przyjaźnią. Jednak jest to coś ponad w ważności innych relacji. Coś co wydaje się być początkiem, czegoś większego albo już tego zwieńczeniem. I ni chuja nie przypomina to tamtego pierwszego zakochania, które było znacznie intensywniejsze, zabarwione emocjonalnie i dotkliwsze.
           Gdzieś w głębi czuję, że przez ten czas dorobiłam sobie już tyle teorii, blokad, że sama hamuję swoje emocje. Tak – hamuję. Nie pozwalam im w pełni dojść do głosu. Wiem, że jak puszczę w głąb moje myśli to będzie koniec – znowu wrócę do stanu przed.
Dlatego przestawiłam się na tryb "Rób jak najwięcej byle tylko nie myśleć." Lepiej mi to służy niż tryb "Mam to wszystko w dupie skoro w głowie nie mogę sobie poukładać." Teraz w dupie mam właśnie to co czuję.
           Jednak boję się, że przez moje myśli, moje „rozmyślania” nigdy już nie będę w stanie w pełni tego czuć – jak za pierwszym razem, że ci ludzie którzy jakoś tam mnie krzywdzili mają wpływ teraz na to jak odczuwam miłość.
           Kojarzę jak przez mgłę, że przez ostatnie dwa lata od pierwszego zakochania przestudiowałam sobie wszystkie związki, zależności międzyludzkie i unikałam każdej możliwości poczucia motylków w brzuchu jak ognia - bo inaczej bym się spaliła.
           Widzę jak brak mi dystansu, a jednocześnie jest on cholernie wielki. Dobrze zdaję sobie sprawę, że to uzależnienie i strofuję się za każde dalsze wyobrażenia, które i tak wracają. Hamuję się jak cholera, i śpieszę się by się odizolować, zdystansować bo boję się, że to w końcu pęknie i uderzy we mnie ze zdwojoną siłą.

A wtedy to się chyba kurwa nie pozbieram.
Fakt, że mogę go/ich widzieć, obserwować w ogóle nie pomaga.
  • awatar knife: Cóż, ja wciąż borykam się z problemem minionej miłości - i mimo, iż poznałam dotychczas kilku facetów - nie dawałam im dojść bliżej niż na etap "przyjaźń". U mnie również było tak, że (w moim przypadku) pierwsza miłość wydawała mi się tą najpiękniejszą i najbardziej emocjonalną, w końcu wszystko co było - było pierwsze.. a teraz z czasem odnoszę wrażenie, że ba - poza tym, że nigdy już nie będzie, no na pewno nie będzie to wszystko oddziaływało w ten sposób.. po drugie - nie jestem pewna, czy ja generalnie chcę czegokolwiek innego. No i dlatego jestem sama.
  • awatar unearthly hell: pamiętaj, żeby przesadnie się nie odizolowywać. bo na dłuższą metę, to nie jest nic dobrego. mam przeogromną nadzieję, że niedługo wszystko będzie w jak najlepszym porządku. trzymaj się! :))
  • awatar Je n'aime pas personnes: Ja zawsze blokowałam uczucia, nie chciałam ich. Teraz nie pozwalam by było ich za dużo, nie mam marzeń, nadziei, nie zależy mi na nikim. Dlatego nie poczuje się więcej zdradzona, nie zawiodę się. Ale to ma też wady - Nie mogę się chociażby zadurzyć, nie zależy mi też. Nie liczę na miłość - Mam na to czas, jestem młoda. Ale to irytujące gdy robisz tak wiele rzeczy z chłopakiem, a czujesz pustkę. Ale zaczynam się powoli otwierać, oby tylko to nie był błąd.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

pearl.girl
 
            W swoim krótkim życiu naczytałam się sporo książek psychologicznych. Zdecydowanie za dużo bo zabrały mi one cała magię relacji międzyludzkich.
            Nagle okazuje się, ze każdy człowiek jest zaprogramowany bardzo podobnie i wystarczy tylko kilka tanich trików żeby go „złowić”. Wystarczy tylko kilka gestów, odpowiednio dobranych słów i zestawu zachowań by ktoś uznał cię za człowieka atrakcyjnego, charyzmatycznego albo cię polubił. Kilka manipulacyjnych sztuczek, które są wyrzeczeniem siebie pozwalających zdziałać cuda.
            Szczerze mnie to przygnębiło bo okazało się, że ludzie nie lubią cię za to kim jesteś a za to jak wiele uwagi jesteś w stanie im poświęcić. Wszyscy jesteśmy marnymi egocentrykami, którzy mniej lub bardziej świadomie chcą być słuchani. Dlatego wszyscy mówimy. Mówimy o sobie – a gdy to robimy stajemy się nudni. Bo inni chcą tez mówić o sobie. A mimo tylu par uszu nikt nie chce słuchać.
            Kiedy już wiedziałam co trzeba robić by zdobyć czyjąś sympatię to zaczęłam zachowywać się całkiem odwrotnie wychodzą z przekonania, ze ktoś mnie ma doceniać za to kim jestem, nawet jeśli mam zły dzień niż za to kogo na siłę udaję.
            Zaczęłam być wredna, cyniczna, nerwowa, irytująca, zamknięta, milcząca albo nader głośna i się przeliczyłam. Weszło mi to w krew i wyjść nie może. Czy się zawiodłam? Nadal nie wiem. Przecież zawód był z góry przesądzony. I nadal nie rozumiem ludzi, którzy ze mną wytrzymują. Ale oni zawsze wytrzymują tylko do czasu. Później odchodzą bo zamiast trafić na słuchacza trafili na zagadkę, wredną zagadkę.

Nie winię ich za to, co nie oznacza, że nie czuję nieuzasadnionej złości. Gdybym mogła też bym od siebie odeszła.


A wredna, mała miłość siedzi sobie w kąciku i śmieje się z Nas wszystkich - naiwnych grzeszników.
  • awatar wilczyca33: Jest dokłądnie tak jak napisałaś. Zgłebianie tajników psychologi potrafi przytłoczyć...
  • awatar Kąśliwa Żaba: ja ironią i cynizmem próbuję bronić się przed światem zewnętrznym, a sporo osób uważa też, że jestem wredna, choć ja w całości nie podzielam tego osądu. nie zawsze jestem miła, nie nadskakuję ludziom, nikogo nie udaję i może własnie dlatego nie mam wielu bliskich ludzi wokół siebie. te wszystkie środki manipulacji które są przedstawiane w książkach psychologicznych może i są skuteczne, ale ja nie potrafuiłabym udawać. może z jednej strony szkoda, bo tak to jestem sama i narzekam na brak przyjaciół, bo nawet nie potrafię ich zdobyć.
  • awatar Mundus mihi bullshit ♀: @Kąśliwa Żaba: znowu opisujesz mnie. mam tak samo.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

pearl.girl
 
            Brak weny. Brak gotowych pomysłów. Blog systematycznie obniża loty. Myśli krążą gdzieś niewysłowione, gdzieś się kotłują i nagle nie mogą ujść. Tak, te  myśli, które zazwyczaj zaklinałam w literkach.
            Może, może dlatego, ze ostatnio tych myśli za dużo i za razem za mało. Kiedyś chociaż pisałam, teraz nie umiem ani mówić, ani pisać, za dużo niezrozumienia, bo w głowie zamiast standardowego jednego egzemplarza siedzi dwóch facetów – jednocześnie.


Dwie najmniej odpowiednie osoby.
Oszaleję.
  • awatar Kąśliwa Żaba: myślę, że to nie miłość sprawia ból tylko rozczarowanie osobą którą tą miłością darzyliśmy.
  • awatar Dark soul: Ehh, też przez to przechodziłam, nie fajne uczucie. W ogóle to nie pisz mi tu, że nie masz weny, bo sam sposób w jaki to napisałaś jest zniewalający :D Pięknie piszesz, nawet o tym, że nie masz pomysłów ;) i to jest wspaniałe :P Pozdrowionka :-*
  • awatar unearthly hell: miłość jest trudna, ale to ona zazwyczaj uszczęśliwia. wszystko się ułoży, będzie doobrze : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

pearl.girl
 
            Przestałam myśleć. Głupio zabrzmiało prawda? Ten kto mówi, że myślenie nie boli nie wie co to znaczy myśleć. Gdy zastanawiam się nad zadaniem matematycznym i problemami logicznymi to używam mózgu. Używanie mózgu nie wywołuje cierpienia.
            Jednak  kiedy myślę, o nim, o Tobie, albo o niej to myślę pamięcią, sercem, uczuciami i ściskiem w żołądku. Myślenie nie wyklucza emocji - wręcz przeciwnie. Kiedy rozkładam na czynniki pierwsze zaistniałą sytuację, kiedy się czymś martwię to uparcie nad czymś rozmyślam. I wtedy, wtedy to boli.
            Zazwyczaj, bo z rzadka zdarza się żebyśmy rozmyślali nad własnym szczęściem – własne szczęście po prostu czujemy, doświadczamy.
            I tak, kiedy jakaś sprawa się wali to zaczynamy czuć dyskomfort. Idąc dalej, zaczynamy zastanawiać się skąd się on wziął. Nie jesteśmy w stanie znaleźć rozwiązania i się łamiemy wcale nie przestając nad tym myśleć. Myśli, które krążą wokół danej sprawy właśnie wywołują ból.
            Kolejnym czynnikiem wzmagającym go jest wyobraźnia. Właśnie „dzięki” niej myśląc możemy dopuszczać się jak najgorszych interpretacji.
            Dlatego potrzebny jest dystans. Ten do świata jest wymagany do tego by nie oszaleć. Dystans to rzecz której mi strasznie brakuje gdy nagle wszystko zaczyna się układać. Wtedy się angażuję a jak wszystko się jebie to włącza mi się myślenie.
            Nie, nie jestem inteligentna. Po prostu dużo myślę.

            Ale ostatnio? Wyłączam myślenie na tyle ile potrafię i „bawię się” w pozytywne myślenie. Tak, bawię się to odpowiednie słowo. Efekty? Więcej statecznej pustki i trochę radości na przekór.
  • awatar Kąśliwa Żaba: mogłabymm napisać to samo.
  • awatar unearthly hell: chyba naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo jesteś inteligentna. serio, uwielbiam czytać Twoje przemyślenia, bo Twoje słowa dają mi dużo do myślenia. za co Ci dziękuję :))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

pearl.girl
 
            Dzisiaj znajoma z klasy powiedziała mi, że czasami się zastanawia kiedy ja dorosnę, dojrzeję. Zaczęłyśmy spekulować; za 5, 10 lat. W końcu stanęło na NIGDY. Szczerze rozśmieszyło mnie to stwierdzenie.
            Już wyjaśniam. Zazwyczaj na co dzień, wśród ludzi gdy mam w miarę dobry humor zachowuję się po prostu dziecinnie, infantylnie. Śmieje się z wszystkiego, głośno, wygłupiam się. Można poczuć się jakby obcowało się z bardzo ruchliwą 5latką. Nigdy nie silę się na wyglądanie albo bycie mądra. Ba, nawet częściej udaję głupsza niż jestem. Dlatego tak wielu ludzi uważa mnie za niezbyt bystrą i do tego z ADHD.
            Często zastanawiałam się skąd się to bierze. Może chodzi o to, że boję się rutyny, może o to, że nigdy nie chciałam być jak reszta – zwykła. Może to takie zastrzyki endorfin, których po prostu potrzebuję. Może tęsknię do czasów dzieciństwa a dorosłych uważam za wyprute z życia wraki. Może to pewna formy obrony przed światem, żeby nikt nie poznał jaka jestem.
            Myślę, że z wszystkiego po trochu. Wyobraźcie sobie, że w sumie to czuję się bezpiecznie w takiej skórze choć nadal nie wiem czy to moja skóra.
            Jednak takie zachowania ciągną za sobą kilka nieodłącznych skutków. Bywam irytująca, w szczególności dla osób, które znają mnie krótko. Często też takie zachowanie wiąże się z lekceważeniem ze strony niektórych. No bo kto poważnie traktuje dziecko?
            Zmienia też charakter relacji na mniej szczere. Czy dziecko zrozumie? Czy mężczyzna może obdarzyć miłością kobietę o psychice dziecka? Czy można się zwierzyć dziecku? Czy dziecko doradzi?
            Stan faktyczny? Czasami wydaje mi się, że duchem jestem starsza niż mój dziadek.
  • awatar Bóg: A pożyczasz od ludzi pieniądze i nie oddajesz argumentując, że jesteś księżniczką i rzucasz się na cudze kanapki jakby Cię ktoś głodził? Bo z tego opisu przypominasz mi pewną Agatę.
  • awatar Kąśliwa Żaba: a mi wszyscy mówią, że jestem bardzo dojrzała jak na swój wiek. ja nie rozumiem o co im chodzi, bo mam rocznikowo 18 lat, duża część osób z mojej klasy to już dorośli ludzie i ja uważam, że trzeba już zachować jakieś normy. wydaje im się, że jestem taka stateczna, niektórym pewnie, że poważna. a tak naprawdę nikt z nich mnie dobrze nie zna. a jeśli mogę spytać -ile masz lat? jeśli oczywiście nie chcesz mi mówić nie musisz :)
  • awatar Kąśliwa Żaba: z ciekawości :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 

Blog tylko dla dorosłych

Dalsze strony zostały uznane przez właściela bloga za zawierające treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich (mających ukończone 18 lat). Strony te zawierać mogą w szczególności treści o tematyce erotycznej, a także treści drastyczne lub inne przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich. Decydując się na zapoznanie z treścią tych stron, czynisz to na własną odpowiedzialność.

Korzystanie ze stron zawierających treści przeznaczone wyłącznie dla osób pełnoletnich następuje na ryzyko osoby decydującej się zapoznać z takimi treściami.

Oświadczam, że mam ukończone 18 lat i wchodzę na własną odpowiedzialność.